Mac Cosmetics Haul

Nie pamiętam kiedy ostatnio przygotowałam dla Was wpis typu beauty, dlatego zebrałam wszystkie najnowsze produkty i postanowiłam zrobić post o moich pierwszych wrażeniach jeśli chodzi właśnie o kosmetyki ze zdjęcia. Wszystko co możecie zobaczyć pochodzi ze sklepu MacCosmetics i zostało mi wysłane za co bardzo, bardzo dziękuję. To niesamowite uczucie wiedzieć, że docenia Cię firma o której kosmetykach mogłaś kiedyś tylko pomarzyć. Jeśli posty tego typu Wam się podobają to z wielką chęcią będę robiła je częściej i w większej ilości, planuję także recenzje kosmetyków od Rihanny, więc mam nadzieję, że tak jak ja nie możecie się doczekać!

Bardzo wiele z Was pytało o produkty ze zdjęć, które już kilkukrotnie miałam na sobie np. na instagramowych zdjęciach lub filmach, także zapraszam Was do przeczytania mojej opinii na ich temat.

MAC STROBE CREAM PEACHLITE

Jeden z moich najnowszych ulubieńców! Jeśli obserwujecie mnie już od dawna to pewnie wiecie jaką miłością zawsze darzyłam oryginalny Strobe cream z Mac'a. Było to coś bez czego nie wyobrażałam sobie makijażu, a nawet nie wyobrażałam sobie dnia! Nakładałam ten krem zawsze i wszędzie, dla mnie był po prostu ideałem (polecam zakupienie w najmniejszej wersji, kosztuje około 40zł, a mi wystarczyło na conajmniej pół roku, także super deal!) Po skończeniu kilku opakowań trafiłam na jego siostrę ale w innym kolorze, teraz mam do czynienia z Peachlite i jestem chyba jeszcze bardziej zakochana (o ile to możliwe). Wydaję mi się, że ta delikatnie brzoskwiniowo różowa poświata pasuje mojej karnacji jeszcze bardziej i nadaje takiego ciepłego i zdrowego blasku. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zużyć całe opakowanie, ponieważ jest całkiem spore, a nakładając na całą twarz naprawdę nie potrzebujemy wiele produktu.

 

Strobe Cream pozwala na szybki i spektakularny efekt. Przepełniony antyoxydantami i aktywnymi składnikami pochodzenia roślinnego, lekki krem pobudza, odstresowuje, nawilża, odświeża i poprawia wygląd ziemistej i zmęczonej skóry. Dodaje skórze delikatnego blasku zarówno w dziennym jak i sztucznym świetle.

PODKŁAD STUDIO FIX

Największy minus jaki zauważyłam w tym produkcie to opakowanie, które sprawia, że z braku czasu sięgam po coś innego, co jest łatwiejsze w aplikacji. Chodzi mi tutaj o aplikator, a raczej jego brak, bo podkład ma jedynie zakrętkę i tyle. Wiem, że nie jest to duży problem bo wystarczy dokupić pompkę, która kosztuje około 15zł ale jednak od nie ukrywajmy dosyć drogiego produktu oczekuję aplikatora którego będę mogła swobodnie używać. Jeśli chodzi o sam podkład, jego formułę, jest bardziej po matowej stronie, chociaż lepsze słowo to satynowe wykończenie, ponieważ nie jest to też czysty mat. Krycie jest średnie ale można budować do mocnego co jest zdecydowanym plusem, jednak jeżeli chodzi o moje preferencje jest on za ciężki abym nosiła go na co dzień, co nie znaczy, że po niego nie sięgam! Kiedy mam w planach mocniejszy makijaż który ma przetrwać wiele godzin, wiem, że na tym podkładzie naprawdę można polegać. 

 

KOREKTOR PRO LONGWEAR

Jeden z pierwszych droższych kosmetyków które kupiłam. Zawsze miałam problem z cieniami pod oczami, albo tak mi się raczej wydawało, ponieważ cieni tam praktycznie nie ma. Moje oko zbudowane jest w ten sposób, że ma głęboko osadzoną dolinę łez. Nie wiem dlaczego ubzdurałam sobie, że mogę taką nierówność zakryć korektorem, bo nie mogę hahah ale te kilka lat temu używałam właśnie tego kosmetyku. Zawsze byłam z niego zadowolona, lecz tutaj też mam małe ale co do aplikatora. Pod oczy wystarcza mi kropelka wielkości główki od szpilki a przez pompkę mam go kilka razy tyle i później musze wycierać resztę. 

Korektor jest bardzo ciężki, więc nie polecałabym go osobom o delikatnej albo suchej skórze pod oczami, bo nawet w przypadku mojej tłustej cery, była ona w tych miejscach trochę bardziej sucha. Aktualnie jeszcze produktu nie używałam ale bazuję na moich doświadczeniach z przeszłości (po prostu nie chcę otwierać miliona korektorów na raz) + jeżeli macie co zakrywać to ten korektor naprawdę poradzi sobie ze wszystkim!

EXTRA DIMENSION SKINFINISH - BEAMING BLUSH

Rozświetlona cera w makijażu to dla mnie podstawa, można powiedzieć, że jestem trochę jak sroka - lubię wszystko co się błyszczy i świeci, dlatego niewątpliwą miłością darzę wszystkie produkty, które maja w sobie choć odrobinę blasku. Po kilku miesiącach znowu mam obsesję na punkcie koloru brzoskwiniowego w makijażu i ten rozświetlacz właśnie takie tony ma. Zdecydowanie jeden z piękniejszych jakie mam w swojej kolekcji. Nie jest to jednak najintensywniejszy z rozświetlaczy, błysk jest dosyć subtelny ale wciąż uroczy, żeby uzyskać efekt którego pragną muszę się trochę namachać ale uwierzcie mi, że warto, bo za każdym razem kiedy mam go na sobie, zachwycam się jeszcze bardziej. Musze koniecznie wypróbować nakładanie go pędzlem lekko zamoczonym w fix+ bez którego nie wyobrażam sobie mojego makijażowego życia!

MATTE POWDER BLUSH - MOCHA

Czy wspominałam już kiedyś, że uwielbiam róże Mac'a? Moim ulubieńcem wszech czasów jest chyba Warm soul i Margin ale teraz coraz bardziej wkręcam się ten ze zdjęcia. Jest on matowy co dla mnie nie jest takim oczywistym rozwiązaniem (przeważnie wybierałam te rozświetlające lub z drobinkami) ale coś jednak w tym różu jest, coś takiego co pasuje mi do każdego makijażu. Kolor jest na tyle uniwersalny, że uzupełni każde szaleństwo na oczach czy ustach i nigdy nie będzie wyglądał "too much". O samej formule chyba mówić nie muszę, ponieważ róże z Mac'a jeszcze nigdy mnie nie zawiodły i są to jedne z kultowych produktów tej marki.

RETRO MAT TE LIQUID LIPCOLOUR - SO ME

To właściwie pierwsza moja zasychająca matowa pomadka z Mac'a. Kiedy tylko weszły do sklepów zawsze zachwycałam się ich idealnie dobranymi kolorami ale nigdy nic nie popchnęło mnie do zakupu jednej z nich. Nie żeby coś było z nimi nie tak ale jednak nie czułam potrzeby zakupu setnej nudowej, matowej pomadki. Teraz wiem, że to był błąd, bo została ona jedną z moich ulubionych na chwile obecną. Zauważyłam, że delikatnie wysusza usta ale mimo wszystko wciąż jest komfortowa w noszeniu i utrzymuję się przez długie godziny. Ciągle zachwycam się kolorem, który nie jest podobny do żadnej pomadki którą posiadam, ma w sobie coś innego, coś wyjątkowego.

LIPGLASS - SIGNS OF SPRING

Z tym kolorem należy uważać. Ja mam tendencje do nakładanie naprawdę sporej ilości błyszczyku na usta,a w przypadku tego kolorku wygląda to trochę dziwnie. Wydaję mi się także, że nie do końca pasuje do mojej karnacji kiedy nakładam go tyle by uzyskać jego autentyczny kolor. Po kilku godzinach wygląda średnio, tworzy nieestetyczną linie w miejscu stykania się warg, lecz kiedy nałożę go odrobinę - wszystko jest perfekcyjne. Mam 2 kolorki z tej seri i drugi, ciemniejszy nosi mi się o wiele lepiej, więc myślę, że to po prostu kwestia tego nieszczęsnego koloru.

VELVETEASE LIP PENCIL - ANYTHING GOES

Nie jest to pomadka po którą sięgam najczęściej, miałam ją na ustach możliwe, że dwa razy i wszystko było z nią w porządku. Zjadała się bardzo ładnie, nie tworzyła żadnych lini ani też nie został jedynie kontur po kilku godzinach noszenia co jest zdecydowanie wielkim plusem. Kolor śliczny, super odcień czerwieni na co dzień i w dodatku nie potrzebujemy wiele czasu poświęcać na aplikacje, nałożona delikatnie niestarannie, bez użycia konturówki wygląda moim zdaniem lepiej, trochę jakbyśmy się nie starały ale jednak wciąż jest to czerwień która tworzy cały look. Powinnam ją chyba wrzucić do torebki jako taka szminka na nagłe wypadki.

JAKI JEST WASZ ULUBIONY PRODUKT MAC'a?

Follow:
Share:

Komentarzy: 5

  1. Listopad 29, 2017 / 9:30 pm

    Jezu, ale się cieszę się wróciłaś na bloga! <33
    Świetne produkty, bardzo podoba mi się matowa pomadka w kolorze so me 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.